Czy możesz za mnie umrzeć? No proszę Cię…

Mieszkam we Włoszech. To pewnie już wiesz. Minęło 13 lat odkąd wyjechałam na miesiąc. I to w zasadzie nie z własnej woli, ale zostałam tu „przytargana” przez siostrę.

Prawie całą drogę w samolocie płakałam. I gdy sobie o tym przypominam, to wydaje mi się to takie dziwne. Przecież miałyśmy za miesiąc wrócić do Polski, a ja płakałam w przerwach, gdy siostra mnie rozśmieszała i odrywała od moich czarnych myśli.

Jakbym czuła, że nigdy już nie wrócę.

Nie pamiętam, czy opisywałam okoliczności, jak do tego doszło. Jeśli nie, opiszę. Jeśli tak, podrzucę Ci link przy okazji. Jak nie zapomnę oczywiście.

Kończąc wstęp, we Włoszech w 2015 roku zarejestrowany został sąd obywatelski. Podobnie w Polsce. Są to organizacje, które ściśle współpracują na całym świecie i teraz nie jestem pewna, czy w Polsce powstał pierwszy czy gdzie indziej. Nieważne.

O sądach nie będę mówić tylko wspominam, bo to są organizacje gdzie nie tylko toczą się sprawy, ale tworzą się społeczności ludzi, którzy sobie pomgają na zasadzie handlu wymiennego, tworzeniu transportu publicznego poza systemem, dostarczaniem żywności, pracy itd.

Organizacje te mają grupy w mediach społecznościowych, poza nimi, strony www i są dosyć szeroko rozpowszechniane wraz z dokładnymi instrukcjami, jak dołączyć, co robić, gdzie się udać. No wszystko jest.

I mamy przykładową sytuację.

Organizowany jest webinar, który czasami trwa ponad 2 godziny, bo nie da się tak ważnych spraw omówić w pół godziny. Ludzie zadają pytania, szukają wsparcia, potrzebują tego.

Na takim webinarze podawane są wszystkie informacje, linki, instrukcje, itd. Następnie taki webinar jest publikowany z opisem zawierającym linki i jeszcze dodatkowe opisy.

I pod taką publikacją prawie natychmiast pojawiają się komentarze typu:

Chciałabym do was dołączyć, ale nie wiem jak. Czy możesz mnie poprowadzić?

To jest dokładnie to samo, co:

Czy możesz za mnie umrzeć? No proszę Cię…

a ja sobie będę dalej żyć w swoim świecie, ale Ty zrób wszystko za mnie, a dusza moja będzie zbawiona.

Należę do tej organizacji. Jeszcze zanim pojawiły się kanały na telegramie, webinary i te wszystkie poradniki, zarejestrowałam się poprawnie na wszystkich platformach. Jakieś 3 lata temu.

Zobaczyłam informację i zaczęłam kopać. Szukać, czytać. Nie zadawałam nigdzie pytań, bo nie było komu wtedy. Ale czytałam strony. Dziś jest tam więcej ważnych informacji.

Kiedy dziś mi ktoś mówi, że nie wszyscy mają cechy kopaczy, myślę sobie:

Ależ oczywiście, że wszyscy mają te cechy. Wszyscy chcą żyć, wszyscy jedzą, śpią, piją, mrugają, pierdzą, rozmawiają, czytają, żyją, ale nie wszyscy chcą mieć lepiej?

Wiem, że nie jesteśmy niczym więcej niż zwierzęta. Różnicę tworzy posiadanie świadomości. Dzięki niej mamy tylko same kłopoty. Nie wiem tylko, jak sprawić, aby ludzie chcieli dać coś więcej z siebie niż tylko roszczenie, aby ktoś ich uratował. To naturalna selekcja. Nie przetrwa najsilniejszy, tylko najsprytniejszy. A żeby wykazać się sprytem, trzeba posiadać wiedzę.

Wiedza jest ogólnie dostępna. Intuicja zawsze prowadzi nas do właściwego źródła, ale trzeba zacząć wierzyć sobie. Temu cichemu głosikowi, pierwszemu impulsowi. On będzie z czasem coraz mocniejszy.

No więc jeśli pod takim postem ktoś natychmiast oczekuje wyręczania, to wiadomo, że nie pofatygował się nawet, aby kliknąć w link (czasami widzę głupie tłumaczenie: nie klikam w nieznajome linki), aby dowiedzieć się więcej.

I to jest naturalna selekcja. Wcale nie wiem czy to akurat ja przetrwam, czy może jednak ci oportuniści, w razie wu….

Ale tak dziś chciałam to z siebie wyrzucić, i niby trochę mroczny ten wpis, ale czasami jeszcze włącza mi się „naprawiacz świata” i tak strasznie chciałabym, aby na ziemii był raj, gdzie ludzie kochają samych siebie.

No cóż. Tak to jest, kiedy się daje zahaczyć wahadłu. Gdybym była pusta, rozważania tego typu nie przyszłyby mi do głowy. Ostatecznie jestem zadowolona, bo w trakcie pisania zaczął dochodzić do głosu nadzorca.

Pokazał mi, co się dzieje, jak ja reaguję, dlaczego tak reaguję a nie inaczej i co mogę zrobić, aby mój świat nabrał barw.

Jest niedziela. Dochodzi siódma rano. Deszcz bębni w blaszany parapet. Prawie ulewa. Od wielu dni pada, a na Facebooku organizują grupy, żeby prosić o deszcz. Ciekawe czy to te medytacje zadziałały czy coś innego.

W każdym razie „świat jest dokładnie taki, jaki myślisz, że jest„.

Do miłego. Wiola.